Gazeta Monneta

Zielona herbata we Flora Caffé 

image
Numer XVIII

Zielona herbata we Flora Caffé 

Agata Szaryńska-Szlaz 

Rozpoczął się zielony sezon. Oby potrwał jak najdłużej! Bliscy wędkarze ruszają na szczupaki, a córeczka na zielone pastwiska do ukochanej mazurskiej stajni. Mój tata wybrał się na spływ Krutynią. Podziwiam odważny tandem kajakarzy. Przyjaciółka wróciła zachwycona z  Puszczy Białowieskiej, gdzie oglądała „dywany zawilców” – jedno z najbardziej spektakularnych zjawisk przyrodniczych wczesnej wiosny. Znajomi dzielą się wrażeniami z weekendu na Kaszubach. 

Dzieje się. Także w Gazecie Monneta, której osiemnasty numer zachęca do refleksji o przyrodzie. Tegoroczne monnetowskie świętowanie ogrodów, majowe wyjazdy na zielone szkoły i klasowe pikniki zbliżają do natury. 

Spacerujące wiosną w niektórych dzielnicach Warszawy dziki nikogo już prawie nie zaskakują, nurogęsi wstrzymujące ruch na trasie Łazienkowskiej też nie dziwią. Niektórym trudno jednak uwierzyć, że z okien wilanowskiego bloku widać trzy sarny i bażanta, a w strumyczku na osiedlowym patio pływa kaczka z jedenastoma kaczątkami. Eko patrol już zawiadomiony. Na balkonie tymczasem królują pomidory. 

Nie mam ręki do roślin, niestety (francuskie wyrażenie: „avoir la main verte” jeszcze wyraźniej oddaje zmysł ogrodniczy, którego mi brakuje), ale pomidory uratowałam. Po zbyt obfitym podlewaniu – przez jednego z domowników – wyglądały żałośnie i wróżono im koniec. Potem – zbyt wyeksponowane na ciepło – prawie uschły. W końcu zakwitły i mają się dobrze. Zieleń wokół. 

Hasło „zielono mi” to – u mnie – stan duszy i umysłu, gdy nie martwię się na przykład o wyniki egzaminów naszych maturzystów ani o dalsze losy edukacyjne maturzystów z rodziny. Zielono jest mi wtedy, gdy czuję więcej nadziei niż lęku, więcej radości niż smutku.  

Chcę „grać w zielone”, być „na tak”, myśleć pozytywnie i optymistycznie. W ósmym numerze Gazety Monneta pisałam o grze w zadowolenie Pollyanny. Może to inny wariant ? Wersja na dziś. 

„Zielono mi” to beztroska. Chwilami udaje się ją poczuć. Czy wtedy, gdy sesja już za nami? Albo oceny wystawione? A może, gdy nadchodzi majówka, weekend czerwcowy lub wakacje? 

Lubię szukać pomysłu na wyjazd  wśród propozycji portalu Slowhop. Podoba mi się przekaz o odpowiedzialności turystycznej, kolekcjonowaniu wrażeń i doświadczeń oraz lokalnej gościnności, o wyjątkowych miejscach poza utartym szlakiem. Zachęta do buszowania po świecie z czułością jest inspirująca. Spowolnienie tempa podróży bardzo mi odpowiada. W programie Language B IBDP dużo uwagi poświęcamy zagadnieniu zrównoważonej turystyki. Stawiamy pytania o różnice między turystą a podróżnikiem. W duchu wartości odkryć i przeżyć, widok jeziora Wulpińskiego pozostaje dla mnie bezcenny. A zanurzenie w nim stóp z okazji urodzinowej niespodzianki z przyjaciółmi będzie już na zawsze niezwykłym wspomnieniem. 

Gdy Warszawa pustoszeje w długi weekend, delektuję się atmosferą miejskiego parku. Wtedy nie wyjeżdżam, a mimo to korzystam z zieleni. 

Francuskie wyrażenie „se mettre au vert”, które może oznaczać wypad na „zieloną trawkę” – czyli z dala od miasta – to dla mnie także wyeksponowanie się na zieleń, przebywanie w otoczeniu natury. 

I jeszcze skojarzenie z „zielonym światłem”, czyli bezpieczeństwem. Można iść dalej. Spokojnie i pewnym krokiem. Pogodnie naprzód. Odważnie na egzamin. Również w zieleń.  

Dziś udam się na spacer do Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Warszawskiego. Chętnie wypiłabym po sąsiedzku zieloną herbatę we Flora Caffé w Alejach Ujazdowskich, ale to miejsce z duszą zmieniło niestety adres i mieści się teraz w bardziej industrialnym otoczeniu. Nie szkodzi. 

Z Flora Caffé, w dawnej lokalizacji, mam przemiłe wspomnienia dwóch cudownie udanych ogrodowych imprez. Zielono mi na myśl o nich.  

Niech zatem zieleni się wokół, zwykły miejski spacer cieszy, a zielona herbata rozjaśnia myśli. 

Bonne promenade! 

Źródło: Fotografia: Flora Caffe Facebook. https://www.facebook.com/p/Flora-Caffe-100057453159515/?locale=pl_PL