Zanurzony w muzyce
2025-11-23 2025-11-23 22:19Zanurzony w muzyce
Aleksander Jarnicki
Muzykę odkryłem jeszcze w szkole podstawowej. Rodzice mieli adapter, na którym słuchałem albo polsko-greckiej piosenkarki Eleni, albo włoskich szlagierów. Przypominam sobie wyjazd do Nałęczowa na kolonie. Był, zdaje się rok 1990, a hitem był utwór zespołu Scorpions „Wind of change”. Nadal pamiętam, jakie emocje odczuwałem słuchając tego utworu, mając zaledwie 9 lat. Później trafiłem do szkoły muzycznej, w której dzielnie ćwiczyłem gamy, pasaże oraz pierwsze utwory Bacha i Mozarta. Pamiętam przedmiot szkolny Audycje Muzyczne z cudowną nauczycielką panią Grabiec. Oprócz gry na instrumencie był to mój ulubiony przedmiot, bo na zaliczenie trzeba było rozpoznać utwory muzyki klasycznej. Chłonąłem tę muzykę całymi dniami. Odkryłem radiową Dwójkę, w której słuchałem „Koncertów Brandenburskich” Bacha. Muzyka klasyczna dotarła do mnie wcześniej niż rozrywkowa. W tym samym czasie prawdziwą szkołą życia muzycznego była dla mnie gra w kapeli ludowej. Kilkuosobowy skład tworzyły akordeon, kontrabas, dwie pary skrzypiec, 2 klarnety i bębenek. Graliśmy chyba prawie wszystkie polskie tańce ludowe: krakowiaki, kujawiaki czy oberki. Kilka lat później, już w liceum, zachwyciłem się muzyką rozrywkową. Mogłem godzinami słuchać radia RMF FM. Odkryłem starsze kawałki Whitney Houston, Madonnę i wchodzącą wtedy na scenę Britney Spears. Już na studiach był też Justin Timberlake, Rihanna i różności R&B i hiphopu.
Najważniejsza zawsze dla mnie była melodia. Jeśli utwór miał piękną melodię, mogłem go słuchać godzinami. Nigdy nie wciągnął mnie metal czy improwizujący jazz. Do tej pory pamiętam, jak bez końca słuchałem płyty amerykańskiej wokalistki country Reby McEntire, kiedy siedziałem na trawniku przed domem w Indian Lake, w którym mieszkałem jako pracujący w Stanach Zjednoczonych student. To zanurzenie w muzykę pozostało mi do dziś. Muzyka przypływa do mnie falami. Teraz od trzech tygodni słucham Chopina, a ma to związek z odbywającym się właśnie 19. Międzynarodowym Konkursem Pianistycznych im. Fryderyka Chopina. Muzyka towarzyszy mi zarówno w każdej wolnej, jak i pracowitej chwili. Słucham jej właśnie w tramwaju, pisząc ten tekst. Przed snem pewnie włączę Radio Chopin. Myślę, że ten sposób słuchania muzyki jest spowodowany faktem, że doceniam jej ponadczasowość. Piękna melodia pozwala na to, że bezustannie powtarzane utwory nie nudzą się, tylko wprawiają mnie w rodzaj muzycznego transu. Potrzebny jest do tego oczywiście dobry rytm. Uwielbiam muzykę barokową, której rytmiczne utwory pozwalają mi lepiej skupić się na mojej pracy, jednocześnie relaksując. Każdy utwór muzyki klasycznej, który zapada mi w pamięć lub piosenka muzyki rozrywkowej, którą łatwo zapamiętuję to znak, że natknąłem się na coś ponadczasowego. Niektóre utwory, nawet tak zwane hity lata, nie zajmują mojej uwagi. Po roku okazuje się, że mało kto o nich pamięta. Nie znoszę utworów, które wpadają i wypadają z ucha, melodii trudnych do zapamiętania lub źle skomponowanych. Myślę, że geniusz kompozytorów czy to muzyki klasycznej, czy rozrywkowej polega na tym, że kompozycja będzie słuchana i za rok, i za dziesięć lat, i za lat 200. W Chopinie odkrywam setki motywów pochodzących z muzyki ludowej. I niesamowite jest to, że jego muzyka nigdy mi się nie nudzi. Mógłbym słuchać Koncertu fortepianowego e- moll nawet 100 razy, a nadal będzie mnie ten utwór zachwycał. Podobnie mam z Whitney Houston, Cindy Lauper i Kayą.

A wracając do samego Chopina. Udało mi się cudem kupić w zeszłym roku bilet na jeden z koncertów Konkursu Chopinowskiego. Miałem możliwość usłyszenia w Filharmonii Narodowej pięciorga pianistów z drugiego etapu konkursu. Było wśród nich dwoje finalistów. Zachwyciła mnie ta dwójka. Młodziutka Chinka Tianyao Lyu (zwana też Marysią) brawurowo wykonała swój program koncertu. Szesnastolatka obecnie studiuje w Poznaniu na Akademii Muzycznej pod okiem słynnej profesor Katarzyny Popowej- Zydroń. Inny wykonawca, Eric Lu z Kanady, zachwycał pięknym wykonaniem Poloneza As-dur. Ten sprawny pianista 10 lat wcześniej zdobył na Konkursie Chopinowskim czwarte miejsce.

Obcowanie z muzyką na żywo jest dla mnie bardzo cenne i wszystkim polecam wizytę w sali z dobrym nagłośnieniem. Ważna jest też atmosfera panująca na koncercie. Do tej pory wspominam cudowny koncert Lory Szafran w Sali Koncertowej Polskiego Radia czy niedawny festiwal Break in Classic w Otwocku Wielkim, gdzie w letniej, nieskrępowanej atmosferze słuchałem muzyki klasycznej i jazzu. Sięgam pamięcią do lat 90-tych, kiedy w Kazimierzu Dolnym widziałem jeden z koncertów „Inwazji Mocy”, cyklu plenerowych koncertów popowo-rockowych.
Muzyka będzie nadal mi towarzyszyć w różnych odmianach. Cieszę się też, że mogę co roku odkrywać kolejne piękne melodie i wracać do tych już znanych. Zanurzony w muzyce jadę i wracam z pracy. Ukoi mnie ona również dziś do snu. Dziękuję Ci muzyko, że jesteś!