VI Konkurs Translatorski „Opowieści z dreszczykiem: Tokarczuk, Stoker, Christie, Darío, Nothomb, Fauser.”
2026-06-15 2026-06-15 16:02VI Konkurs Translatorski „Opowieści z dreszczykiem: Tokarczuk, Stoker, Christie, Darío, Nothomb, Fauser.”
VI Konkurs Translatorski „Opowieści z dreszczykiem: Tokarczuk, Stoker, Christie, Darío, Nothomb, Fauser.”

VI Konkurs Translatorski „Opowieści z dreszczykiem: Tokarczuk, Stoker, Christie, Darío, Nothomb, Fauser.”
Ogłaszamy Zwycięzcę!
Z wielką przyjemnością chcielibyśmy ogłosić wyniki obrad jury VI Konkursu Translatorskiego w Monnet International School. Jednogłośną decyzją zwycięzcą został Jakub Wałęga z klasy 2A pre-DP za przetłumaczenie fragmentu prozy Olgi Tokarczuk na język angielski. Jury konkursu doceniło wyczucie językowe tłumacza, zwłaszcza próbę oddania stylu autorki. Przyznano też wyróżnienia Urszuli Jurczakowskiej i Julii Laurosiewicz z klasy maturalnej, Julii Slaskiej z klasy 3 DP oraz Danielowi Farafonowi z klasy 7B. Jury przyznało wyróżnienia za to, że młodzi tłumacze zmierzyli się z wyzwaniami translatorskimi, zachowując przy tym oryginalne, własne spojrzenie na tekst. Zwycięzca i wyróżnione osoby otrzymają wkrótce oceny celujące, a ponadto zwycięzca – nagrodę książkową, a jego tłumaczenie zostanie opublikowane w letniej Gazecie Monneta. Gratulujemy i zapraszamy do naszego konkursu już za rok!
Fragment powieści Olgi Tokarczuk: Prowadź swój pług przez kości umarłych.
Może chciałam go wystraszyć. Ubrałam się w żółtą pelerynę przeciwdeszczową. Wyglądałam jak wielki krasnal. Przed domem zobaczyłam, że plastikowa reklamówka, w której przyniosłam sarnią głowę i którą potem powiesiłam na śliwce, napełniła się wodą i zamarzła. Zdjęłam ją z haka i wzięłam ze sobą. Nie wiem, czy zabrałam ją z zamiarem użycia. O takich rzeczach nie myśli się wtedy, gdy się dzieją. Wiedziałam, że Dyzio ma przyjechać tego wieczoru, więc nie mogłam czekać na Komendanta zbyt długo. Ale akurat gdy doszłam do Przełęczy, nadjechało jego auto i pomyślałam, że to też jest znak. Wyszłam na drogę i zamachałam rękami. O tak, wystraszył się. Odsłoniłam kaptur, żeby pokazać mu swoją twarz. Był wściekły.
— Czego pani znowu chce? — krzyknął do mnie, wychylając się przez okno.
— Chcę panu coś pokazać — powiedziałam. Sama nie wiedziałam, co zrobię. Chwilę się wahał, ale ponieważ był dobrze podpity, stał się skory do przygód. Wysiadł z auta i chwiejąc się, szedł za mną kawałek.
— Co mi chcesz pokazać? — zapytał, przechodząc na „ty”.
— Coś, co się wiąże ze śmiercią Wielkiej Stopy — powiedziałam pierwszą rzecz, która mi przyszła do głowy.
— Wielkiej Stopy? — zapytał podejrzliwie, a potem w jednej chwili zrozumiał i roześmiał się złośliwie. — No tak, rzeczywiście stopy miał ogromne.
Szedł za mną zaciekawiony, kilka kroków w lewo, w stronę zarośli i studni.
— Dlaczego mi nie powiedziałeś, że zastrzeliłeś moje Psy? — zapytałam, odwracając się nagle w jego stronę.
— Co chcesz mi pokazać? — zezłościł się, próbując utrzymać władzę. To on będzie tutaj zadawał pytania.
Wymierzyłam w niego wskazujący palec jak lufę pistoletu i pchnęłam go w brzuch.
— Zastrzeliłeś moje Psy? Zaśmiał się i od razu rozluźnił.
— O co ci chodzi? Wiesz coś, czego ja nie wiem?
— Tak — powiedziałam. — Odpowiedz na moje pytanie.
— To nie ja strzelałem. Może Wnętrzak, może proboszcz.
— Ksiądz? Ksiądz poluje? — zatkało mnie.
— A co nie ma polować? Jest kapelanem. Poluje, i to jak.
Miał nalaną twarz i ciągle poprawiał pasek u spodni. Nie przyszło mi do głowy, że ma tam pieniądze.
— Odwróć się, babo, chcę się odlać — powiedział nagle.
— Staliśmy tuż nad studnią, gdy on zaczął gmerać przy rozporku. Zupełnie nie myśląc, ustawiłam się z reklamówką pełną zamarzniętego lodu jak do rzutu młotem. Przemknęło mi tylko przez głowę: to jest „die kalte Teufelshand”, o tak, skąd to? Czy nie mówiłam wam, że ten sport, po którym zostały mi medale, to był rzut młotem? Zdobyłam wicemistrzostwo kraju w 1971 roku. Ciało przybrało więc dobrze znaną pozycję i kumulowało całą swoją siłę. O, jakie ciało jest mądre. Mogłabym powiedzieć, że to ono podjęło decyzję, że wzięło zamach i uderzyło.
Usłyszałam tylko trzask. Komendant jeszcze chwilę stał, chwiejąc się, a po twarzy od razu zaczęła mu płynąć krew. Zimna pięść trafiła go w głowę. Waliło mi serce i ogłuszał mnie szum własnej krwi. Nic nie myślałam. Widziałam, jak pada tuż przy studni, powoli, miękko, niemal z gracją, a jego brzuch przykrywa jej otwór. Niewiele wysiłku trzeba było, żeby go wepchnąć do środka. Naprawdę. I to wszystko. Nie zastanawiałam się nad tym więcej. Byłam pewna, że go zabiłam, i było mi z tym dobrze. Nie miałam żadnych wyrzutów sumienia.
Translation of an extract from Olga Tokarczuk’s literature by Jakub Wałęga.
And maybe I did try to scare him. I pulled on my yellow raincoat, looking like an absolute gnome. The plastic bag, on the front porch, in which I brought the deer head and which I later hung on the plum tree filled with water and froze. I got it off the peg and took it with me, unsure if I meant to use it for something, or not. These types of things aren’t thought through consciously when they happen. I knew that Dewey should arrive this evening, thus I couldn’t wait for the Officer for too long. But right when I got to the mountain pass, his car got there. I knew it must be some kind of sign. I waved at him from the side of the road. And surely, he got scared. After I took off my hood to reveal my face, he was furious.
“What is it this time, ma’am?”, he shouted at me, leaning through the
window.
“I want to show you something”, I replied, without awareness of what I was doing. For a moment, he hesitated. But, since he was tipsy to the brim, curiosity got the better of him. He stepped out of the car and followed me, unable to walk straight.
“So, what do you want to show me then?”, he asked, addressing me as
‘you’ this time.
“Something to do with the death of Big Foot”, I said, which was the first thing I could think.
“Big Foot?”, he asked in suspicion. Upon realizing what she really meant he let out a malicious cackle. As a matter of fact, he did have enormous feet.
I turned to the left, where the well and shrubs were and he followed me with interest.
“Why didn’t you tell me you shot my dogs?”, I asked, suddenly turning in his direction.
“So, what’s the thing that you want to show me?”, he said in anger, trying to remain in lead of the conversation. He’s going to be the one asking questions.
I pushed him away with my index finger, as if it were gun barrel.
“Shot your dogs?”, he laughed as he loosened up.
“What’s going on? Is there something you know of that I don’t?” “Yes”, I replied, “The answer to my question”
“I wasn’t the one shooting. Maybe Mr. Introvert or the pastor did it.” “The priest? He hunts?”, I got tongue-tied.
“Why wouldn’t he? He’s a chaplain. And hunts, quite well in fact.”
His face seemed bloated and constantly kept on retying his belt. I didn’t catch it at that time, but he had money in his pants.
“Turn back, old lady. I need take a whizz”, he said suddenly.
Whilst we stood by the well, he began to mess with his fly. Without thinking twice, I got into a position as if I were going to perform a hammer throw with my plastic bag full of frozen ice. A thought flashed through my mind: that’s “die kalte Teufelshand”, exactly, where was that from? Did I tell you that
hammer throwing was the sport in which I won medals? I was the runner-up in the national competition in 1971. My body took a well-known stance and gathered all its strength. How smart is that? I could even say that the decision to take the backswing and throw was done purely by my body.
I only heard a shatter. The officer still stood in place for a while, swaying from side to side. Blood started running from his face at once. A cold knuckle hit him straight in the face. My heart kept pounding as the sound of my own blood flow deafened me. I was empty minded. I watched as raindrops fell softly, slowly, with a certain grace, near the well with his underside perfectly covering it. There was only mere effort needed to shove him inside. And really, that was it. I didn’t think about it any longer, I had no remorse over it. He was certainly dead and I felt good about the fact.