Gazeta Monneta

Bez tytułu

pexels-andy-barbour-6683968
Numer XVII

Bez tytułu

Antoni Kudła

            Od kiedy pamiętam w szkole zawsze nie lubiłem jednego rodzaju pracy: tej, która w moim odczuciu niczego mnie nie nauczyła i nie wniosła nic wartościowego do mojego życia. Były to zadania, które wykonywałem tylko dlatego, że „tak trzeba”, chociaż nie widziałem w nich sensu. Najlepszym przykładem tego była dla mnie nauka różnych wzorów na pamięć. Potrafiłem spędzić nad tym całe godziny, próbując wkuwać kolejne symbole i liczby, a miałem wrażenie, że to syzyfowa praca – męcząca i monotonna.

            Jednak nie to było najgorsze. Najbardziej męczyła mnie ogromna, wręcz tytaniczna praca, którą czasem trzeba było wykonać tylko dlatego, że nauczyciel uważał swój przedmiot za najważniejszy. Tak było na przykład z biologią w mojej szkole podstawowej. Zdarzało się, że spędzałem całe dnie nad jakimś projektem, który według mnie nie rozwijał mnie ani trochę. Wykonywałem go, bo musiałem, ale nie widziałem w tym żadnego sensu.

            Jako nastolatek coraz częściej myślałem o tym, jak uciec od systemu tradycyjnej edukacji. Czułem się w nim uwięziony, jakbym tkwił w pułapce, z której nie mogę się wydostać. Jednak z drugiej strony wiedziałem, że rozmowa o tym w domu byłaby jak otwarcie puszki Pandory. W mojej rodzinie, szczególnie od strony mamy, jest wielu nauczycieli. Wspomnienie o tym, że cześć rzeczy, których uczymy się w szkole, jest niepotrzebna, prawie zawsze kończyło się zbyt burzliwą dyskusją.

            Dodatkowym problemem był brak czasu. Przez to, że tak dużo trzeba było się uczyć, nie miałem kiedy zadbać o porządek w swoim pokoju. A wtedy zamieniał się w coś, co mogłem jedynie nazwać stajnią Augiasza. Sterty notatek i książek – nie cierpiałem tego widoku, ale nie mogłem znaleźć sposobu, żeby temu zaradzić. Po prostu – brakowało mi doby.

            Właśnie w takim momencie życia usłyszałem o systemie IB. Okazało się, że jest tam mniej nauki pamięciowej, a więcej uczenia się przez myślenie, analizę i kreatywność. Zainteresowało mnie to od razu. Po latach pracy odtwórczej i powtarzania informacji, które znikały z głowy kilka dni później, marzyłem o czymś innym, o nauce, która naprawdę rozwija.

            Kiedy zmieniłem system edukacji, poczułem jakby ktoś przeciął mój węzeł gordyjski. Tyle lat tkwiłem w miejscu, nie wiedząc, jak ruszyć do przodu, a ta jedna decyzja odmieniła wszystko. W końcu mogłem uczyć się w sposób, który miał sens, dawał radość i pozwalał mi rosnąć, nie tylko jako uczniowi, ale też jako człowiekowi.