Matura międzynarodowa Liceum Wybierz nasze liceum Od dyrekcji - na dzień nauczyciela

Od dyrekcji - na dzień nauczyciela

O Marakeszu, Januszu Korczaku, dniu nauczyciela, ukochanych uczniach i ukochanych profesorach... oraz podziękowania.

Spodziewałam się, że Marakesz jest magicznym miejscem. Nie myślałam jednak, że dla mnie spotkanie z nim okaże się aż tak ekscytujące, odświeżające, i oczyszczające, choć temat konferencji IB - Challenging the mind, inspiring the soul - mógł to sugerować.
Prawie 700 osób z Afryki, Europy i Bliskiego Wschodu - założycieli i dyrektorów szkół IB, koordynatorów, administratorów, nauczycieli, pełnych entuzjazmu, radości, otwartości - skupionych w jednym miejscu... Niesamowita energia! I jeszcze na dodatek niezwykli mówcy - ludzie, działający na rzecz szkoły bez barier, ekscytującej i rozwijającej, a także - prawa wszystkich dzieci do nauki, godnego życia i rozwoju.
Kimmie Weeks, młody Afrykanin, pochodzący z Liberii, na własnej skórze jako dziecko doświadczył głodu i wojny, a teraz z ogromną skutecznością niesie pomoc afrykańskim dzieciom. „Wpływając na ludzkie serca, uzdrawia świat.”
JoAnn Deak, doktor psychologii, niezwykle ekspresyjnie przypominająca, jak pracuje ludzki mózg i jak należy uczyć, by osiągnąć zamierzony efekt, dlaczego warto w procesie uczenia oddziaływać na emocje uczniów, a nie tylko - na ich intelekt.
I wreszcie - Peter Dalglish. Dwadzieścia lat swojego życia spędził na pierwszej linii działań zbrojnych w Afganistanie, Pakistanie, Sudanie, próbując pomagać dzieciom. Pojawia się wszędzie tam, gdzie cierpienie, głód, wojna, kataklizmy. Zakłada i odbudowuje szkoły, koordynuje pracę wolontariuszy z całego świata, zakłada fundacje. Jest autorytetem w niesieniu pomocy dzieciom - ofiarom wojen. Uważa, że szkoły IB mogą być ważnym elementem w zmienianiu świadomości młodych ludzi i przesuwaniu ich zainteresowań - od materializmu i konsumpcjonizmu w stronę większych wyzwań, stawianych przez współczesny świat. Na tym polega misja tych szkół i ich wartość dla świata. Podkreślano to podczas wszystkich spotkań i wystąpień - zmieniamy świat na lepsze!
To brzmi bardzo patetycznie!
Wychowana w PRL-u mam alergię na patos, sztandary, fanfary, uniformy, akademie ku czci.
A jednak ten IB-owski patos mnie wzrusza i przejmuje. Świat gna w drgawkach w ślepy zaułek. Żyjemy „na skróty”, byle jak, w pośpiechu, zapominając - po co. Prostytuujemy się. Wszystko bywa na sprzedaż, nie tylko ciało - praca, poglądy, miłość, wolność, także nauka. Proces uczenia się, generowany przez organizację pracy w szkołach, polegający na tym, by „zakuć, zaliczyć, zapomnieć” i dostać papier - to właśnie taka prostytucja. Zarówno dla ucznia, jak i nauczyciela.
Sercem programu IB jest teoria wiedzy i program wychowawczy CAS (Creativity, Action, Service).
Ten program rozwija cechy sprzeczne z filozofią konserwatywnej szkoły - odwagę, niezależność sądów, uczciwość, kreatywność, poczucie wolności wyboru, łatwość brania na siebie odpowiedzialności za siebie i za innych; pokazuje, jak bardzo jeden człowiek może wpłynąć na społeczność, jak bardzo może zmienić otoczenie. Kształtuje więc liderów, odważnych naprawiaczy świata, a jednocześnie - ludzi doskonale wykształconych.
Od nich w przyszłości naprawdę zależeć będzie jakość życia na ziemi!
Peter Dalglish na konferencji w Marakeszu poświęcił spory fragment swojego wystąpienia jednej osobie, osobie, której myślenie o edukacji zbliżone było bardzo do filozofii IB - Januszowi Korczakowi. Założył nawet w Azji szkołę dla dzieci ulicy, która nosi imię Starego Doktora.
W czasie studiów i na początku pracy w szkole Janusz Korczak był dla mnie guru. Lekarz, pisarz, wychowawca, mędrzec. W jego dziele teoria i praktyka to jedno, a spotkanie z każdym wychowankiem jest wyzwaniem i przygodą, wynikającą z przeświadczenia o niepowtarzalności i nieredukowalności każdej osoby ludzkiej.
Profesor Andrzej Mencwel, mój ukochany nauczyciel akademicki, tak pisał o dziele Korczaka: ”Ono z istoty swojej nie jest kalką czy repliką, przeto nie mieści się w żadnym podręczniku czy kartotece, ono jest żywym ciągle przesłaniem, dlatego, że mówi to, czego przed nim nie powiedziano. Ośmieliłbym się rzec, że mówi ono to, c z e g o j e s z c z e d o t ą d nie powiedziano, a nawet nie zrozumiano.” („Gazeta Wyborcza”, 1 października 2002 r., str. 15).
Dzieło Janusza Korczaka czeka więc na swoich odkrywców, zwłaszcza odkrywców-praktyków.
Trochę podobnie jest chyba z programem IB. Przez sporą część osób, które o nim słyszały, traktowany jest jako sposób na uzyskanie pożądanych umiejętności językowych (nauczanie odbywa się bowiem w języku hiszpańskim, angielskim lub francuskim) oraz świadectwa maturalnego cieszącego się prestiżem „w ocenie” najlepszych światowych uczelni (z polskimi bywa gorzej).
Taki pogląd jest redukowaniem funkcji tego programu do rozwijania jednej tylko - wcale nie najważniejszej - umiejętności oraz - do sprawy formalnej, jaką jest zdobycie świadectwa.
Na co dzień trochę za bardzo przyzwalamy na takie traktowanie programu IB.
Wstydzimy się wielkich słów. Robimy swoje. Umęczeni często aż nadto realiami życia codziennego, atmosferą rzeczywistości publicznej, indolencją, ignorancją, cynizmem i głupotą, przerostem biurokracji w szkole, nie mamy odwagi przyznać się do misyjnego myślenia o zawodzie nauczyciela i roli szkoły.
Więc bardzo dobrze, że czasami zdarzają nam się święta - konferencja IBO w Marakeszu, dzień nauczyciela w szkole, kiedy to pozwalamy sobie na przypomnienie podstawowych zasad i celów oraz - na odrobinę świątecznego patosu.
Mam wrażenie, że w Marakeszu tego roku spotkałam młodą, zafascynowaną Korczakiem nauczycielkę, która w peerelowskiej szkole próbowała pomóc uczniom stworzyć samorząd z prawdziwego zdarzenia i dla której spotkania z uczniami, czytanie uczniowskich wypracowań, wymiana myśli i poglądów były największym świętem. Dzięki konferencji IBO trochę mniej teraz we mnie „stróża kancelarii” (używając sformułowania Korczaka), a trochę więcej - całkiem młodzieńczej radości z tego, co robię.
Dziękuję Nauczycielom naszej szkoły, że radośnie i energetycznie wypełniają IBO-wską misję. Dziękuję Pani Profesor Marzenie Leśniewskiej za towarzyszenie mi w Marakeszu oraz - za przywołanie postaci Janusza Korczaka podczas celebrowania dnia nauczyciela.
Dziękuję Uczniom - za niesamowity wystrój szkoły podczas nauczycielskiego święta, inscenizacje, skecze, życzenia i kwiaty i - co ważniejsze - za współbycie i współprzeżywanie.
Dziękuję trojgu swoich nauczycieli:
- pani Irenie Durmaj, nauczycielce matematyki z podstawówki, która tyle samo czasu poświęcała uczniom zdolnym i mniej zdolnym, zadbanym i tym z patologicznych lub bardzo biednych domów, grzecznym i niegrzecznym, ucząc wszystkich bardzo skutecznie i ciesząc się ogromnym szacunkiem wszystkich - pani Durmaj jest dla mnie do dziś wzorem uczciwości i rzetelności zawodowej;
- pani Wiesławie Jasińskiej, polonistce z liceum, dzięki której przetrwałam cztery lata w systemie szkolnym, który okazał się dla mnie zabójczy, za wrażliwość, empatię i niekonwencjonalne działania;
- profesorowi Andrzejowi Mencwelowi, że zechciał być moim Mistrzem, i że kiedyś usłyszałam od Niego, że będę dobrą nauczycielką.
Dziękuję grupie hipisów i wolnomyślicieli, którzy w 1968 r. założyli International Baccalaureate Organization oraz - ich kontynuatorom.
Dziękuję Marakeszowi - za cudowną, bajecznie kolorową, wielokulturową scenerię przeżywania przeze mnie tylu niezwykłych emocji, radości i wdzięczności.
Dziękuję mojej Rodzinie za wspieranie we mnie tego, co najlepsze i najtrudniejsze.

Hanna Buśkiewicz-Piskorska
Warszawa, 18 października 2008 r.